Biały kruk – część 1
Inne Sfery nie są obojętne literaturze. Tym samym mamy przyjemność zaprezentować unikalną, innosferową powieść w odcinkach autorstwa Fingrina! Pierwsze dwa rozdziały już możecie przeczytać, następne będą się pojawiać systematycznie nieregularnie. Zapraszamy do lektury!
Potężne uderzenie zatrzęsło betonowym sklepieniem kwatery głównej. Rozszalałe światełka kontrolek zapłonęły czerwienią na konsoletach. W ścianie pojawiła się ogromna wyrwa strącając na ziemię obraz marszałka.
- Wstawać – zakomenderował komendant Jeznach, z jego brudnej szyi zwisał błękitny krawat przywódcy oporu – no już, Rudziński, Kościewicz, Zioło, do konsolet.
Ludzie powoli wstawali z ziemi, podnosili krzesła i zakładali słuchawki. Okropne buczenie skutecznie zagłuszało krzyki komendanta.
- Rudziński dawaj raport.
- Panie komendancie, straciliśmy Oporów, Krzyki, Krajowej, wszystko do linii Hallera padło – wychrypiał chudy oficer łącznikowy.
- Kościewicz, co z transportem?
- Nie ma – pisnęła powabna blondynka w poszarpanym moro.
Jeznach walnął pięścią w stół. Był wściekły.
- Warszawa jak zwykle zawaliła – wycedził przez zęby komendant – dawajcie co mamy, sierżancie?
- Rakieta stoi jak stała – potwierdził odczyty Zioło, z jego czarnych poplątanych włosów spływała krew.
- Moroz? – spytał komendant.
- Nie ma go tu szefie – wrzasnął Rudziński.
- To gdzie do ciężkiej cholery on jest?
Inżynier Moroz biegł Piłsudskiego co sił w nogach. Wokół pierwszy chińscy spadochroniarze spadali jak zwiędłe liście na dachy domów. Przeciwlotnicze stanowiska oporu dziesiątkowały szeregi wroga. Niebo było ciemne od burzowych chmur. Inżynier wskoczył za barykadę na przystanku tramwajowym.
- Kto tu dowodzi? – wrzasnął.
Może z tuzin brudnych żołnierzy spojrzało po sobie. Po chwili podniósł się niski oficer w policyjnym mundurze.
- Nazywam się Twardak – wyciągnął rękę w stronę inżyniera.
- Moroz, inżynier rakietowy – uścisnął energicznie dłoń policjanta.
- Od samego Kruka? – nie krył zdziwienia umorusany krwią i błotem Twardak.
Tak, potrzebuję pańskich ludzi, wszystkich, musimy odbić ładunek.
Fiat 130 P uderzył z całej siły w lekki transporter chińskiej piechoty. Obsługujący małą armatkę na dachu pojazdu żołnierz wyleciał jak z procy w stronę tlących się ruin sklepu monopolowego.
- Dobra polska produkcja – rzuciła do reszty pasażerów kapitan Biela – no to nabijamy Chińczyków, panowie.
Z małej ciężarówki wysypało się dwunastu żołnierzy z karabinkami. Oszołomieni Chińczycy nie zdążyli nawet podnieść rąk. Grad pocisków przeszył cienką karoserię transportera na wylot. Kierowca próbował jeszcze wyrwać zawleczkę z granatu przytroczonego do kamizelki, ale jeden z polskich żołnierzy natychmiast doskoczył do karoserii i wpakował pół magazynka w chojraka. Kapitan sięgnęła do skrzyni biegów i wcisnęła wsteczny. Fiat ze zgrzytem oderwał się od zniszczonego transportera.
- Wskakiwać chłopaki, raz, raz, raz – krzyknęła Biela. Od strony Hallera dało się słyszeć ciężki łoskot czołgowych gąsienic.
- To nasi? – spytał jeden z żołnierzy.
Kapitan uśmiechnęła się szeroko.
Nasi ostatni czołg stracili w Poznaniu.

Lipiec 29th, 2010 at 00:32
[...] część 1 [...]